home
Zielona Mrówa
Zielona Mrówa
Mrówy

 
 
 
 
O Zielonej Mrówie

  
  

Teatr Satyry "Zielona Mrówa" powstał w październiku 2008 roku. Teatr Satyry - niektórzy wolą nazwę Kabaret Literacki - tworzą wychowankowie Bursy Szkół Artystycznych w Lublinie, zebrani w jeden zespół, przez osobnika znanego w pewnych kręgach jako Zielona Kaczka.

   "Miłość, przyjaźń, szczęście, piorun i te no... no... no... i przedmioty codziennego użytku czyli same dobre wiadomości to nasz pierwszy program, który oparty jest - lub może w pewnych okolicznościach lepiej powiedzieć inspirowany - na motywach "Teatrzyku Zielona Gęś" K.I.Gałczyńskiego. Od niego też wywodzi się nazwa teatru. Dlaczego "Zielona Mrówa ? ... bo Zielona Mrówa jest tak samo irracjonalna jak "Zielona Kaczka", a poza tym jest to wielka, ogromna, gigantyczna, a nawet hipergigantyczna Zielona Mrówa obżarta, nonsensem, pure nonsensem, absurdem przyprawionymi groteską i nieco dziwnym żartem bo właśnie to Zielone Mrówy lubią najbardziej ... aaaaaaaa...  A!A! potrafi dotkliwie uszczypnąć, przykąsnąć, a nawet dziabnąć, co przy takim składzie strukturalnym jadu, wydaje się, że chili - to ciastko z kremem.

Mimo, że premiera programu odbyła się w marcu 2009 roku, ciągle nie możemy zakończyć pracy nad tym scenariuszem.

Ten zoologiczno - drzewno - rodzinny zespół Teatru Satyry "Zielona Mrówa" w roku szkolnym 2009 /2010 tworzą :

- Aneta "Judyta" Chmielewska

- Dorota "Sosna" Sosnówka

- Marlena Hermenegilda "Kimono" Moradewicz

- Zosia "Kicinsky" Kicińska

- Andrzej "Marcel" "Konio" Kończyk

- Andrzej "Topola" Topolewski

- Kamil "Pogrzeb" Lis

- Krzysiu "Sid" Ligaj

- Łukasz "Trolejbus zwany pożądaniem" Osiecki 

- Łukasz "Pusiek Młodszy" Pusiewicz

- Mateusz "Młodszy" Pusiewicz

- Michał "Br" Zuń

- Paweł "Br" Zuń

- Michał "Wajszczyk" Waszczyk

             

oraz elitarna grupa emeryto - absolwento - gotowościowo - gwiazdorska :

- Eliza "Orzech" Wacławik

- Gocha "Struś" Struszewska

- Grzegorz "Bez" Głos

- Partyk "Patryś Porfirion" Szajda

 

 

 

 

 

Z teatrem współpracują :

- Magda "Taneczna" Pogoda

- Kamil "Węgorek" Węgorek 

- Łukasz "Konio I Starszy" Kończyk

- Paweł "Pogoda" Rotmański 

 

 

 
Osiągnięcia Teatru

 

Spektakl "Miłość, przyjaźń, szczęście, piorun i te no... no ... no... i przedmioty codziennego użytku czyli same dobre wiadomości" oparty na motywach "Teatrzyku Zielona Gęś" K.I.Gałczyńskiego został nagrodzony : 

XXXII Wojewódzkie Prezentacje Teatrów Młodzieżowych pod patronatem Lubelskiego Kuratora Oświaty `2009 :

- NAGRODA za udaną próbę wprowadzenia na scenę szkolną formy kabaretu literackiego w spektaklu "Miłość, przyjaźń, szczęście, piorun i te no ... " w reżyserii Roberta Kaczorowskiego

- NAGRODA AKTORSKA Dyrektora Teatru im. H.Ch.Andersena dla Marleny Moradewicz za rolę Hermenegildy Kociubińskiej

XXXI edycja przeglądu Scena Młodych - Przegląd Teatrów Młodzieżowych i Kabaretów MŁODY TEATR - SCENA MŁODYCH 2009 :

- NAGRODA za teatralizację formy kabaretowej w programie "Przyjaźń, miłość, szczęście, piorun i te no..." w reżyserii Roberta Kaczorowskiego

XVII Przegląd Amatorskich Zespołów Artystycznych SEZON 2008/2009 :

- NAGRODA GŁÓWNA PREZYDENTA MIASTA LUBLIN 

Zwierciadła 2009 Wyróżnienie i II Nagroda Publiczności

XXXI Biesiada Teatralna w Horyńcu Zdroju 2010 - Wyróżnienie

Maska XIV Ogólnopolski Festiwal Teatrów Szkolnych - III miejsce w kategorii mała forma teatralna 

 

Ponadto Teatr występował m.in.

- dla młodzieży niepełnosprawnej w Internacie Zespołu Szkół nr 3 w Lublinie przy ul. Wyścigowej 31

- uczestniczył w Święcie Teatru Młodzieżowego "Witryna Teatralna" zorganizowanym przez Powiatowy Młodzieżowy Dom Kultury w Lubartowie, na którym obchodzony był Jubileusz 15 - lecia Teatru "Trupa" 

- w Nocy Kultury 2009,

- i wielu wielu innych miejscach. 

 

 

 
SCENA MŁODYCH 2010

 

 
Gazetka festiwalu "Maska 2010"

 

 



 

 
Maska 2010

 

 
Cezar w Zwierciadłach...
 
 
XXXI Biesiada Teatralna w Horyńcu Zdroju 17 - 21. 02. 2010

 

 

W dniach 17 – 21.02.2010 r. teatr przebywał w Horyńcu Zdroju na XXXI Biesiadzie Teatralnej. Podajemy linki na których można czegoś dowiedzieć się o tegorocznej Biesiadzie.

Uwaga! Bardzo ważne! Wyjazd ten był możliwy dzięki życzliwości i zabiegom naszych wspaniałych: Pani Dyrektor Barbarze Bartoś i Pani Głównej Księgowej Marzenie Dylik – Mołdzie,  którym cały zespół składa serdeczne podziękowania.

 

http://rzeszow.gazeta.pl/rzeszow/1,34962,7564092,Teatralna_uczta_w_Horyncu_Zdroju.html

http://www.ck.przemysl.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=405&Itemid=58

http://www.wrota.podkarpackie.pl/pl/kultura/aktualnosci/100215_horyniec_zdroj

 


 

 

 

 

Więcej…
 
Wyróżnienie...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zdobyliśmy WYRÓŻNIENIE ! W tak doborowym towarzystwie uważamy je za sukces!

 

 Tutaj można zobaczyć protokół, program, oraz kilka zdjęć z występów.

 

 

 
Horyniec Zdrój, czyli tam i spowrotem. Opowieść Autora.

 

 

Po krótce wspomnę o działaniach które poczyniono by w opisywanej właśnie imprezie wziąć aktywny udział bez mrużenia oczu. Po krótce to po krótce: Żeśmy wystąpili w Lubartowie1) wysłaliśmy płytę z nagraniem i dostaliśmy się. To tyle. A jakie moce Mithrandir uwolnił, to już nie nasza sprawa – śmiertelników czyli. Wiemy jednak, że wyjechaliśmy dzięki ofiarności i szczerej chęci Pani Dyrektor Barbary Bartoś i Pani Głównej Księgowej Marzenie Dylik – Mołdzie. Założeń imprezy, punktów charakterystycznych i rozmiarów imprezy horynieckiej nie będę opisywał, bo jestem dziwny. Zresztą to wszystko macie wyżej Drodzy Czytelnicy. Także zajmę się wrażeniami ogólnymi. Narracją filmu który gdzieś tutaj się wala i uszczypliwościami. Będę brukał i znieważał.2)

   Pociąg, pociąg i jeszcze raz pociąg od samego rana. Można by śmiało rzec „Pociąg zwany pożądaniem“. Tragedia za tragedią. Tu legitymacji ktoś nie wziął, tutaj dingi dingi się zachciało i w ogóle wszystko w tym pociągu. Ładnie. Kiedy spojrzałem na przysłowiowy zegarek po dwóch godzinach jazdy okazało się, że minęło 20 min. Tragedia urosła do rangi „Antygony“. Ale daliśmy radę. Potem Jarosław. To będzie trauma każdego z nas. Każdego, kto w tym uczestniczył. Tak naprawdę Jarosław nam wcale nie zawinił. Dał nam schronienie i transmutował pociąg w autobus. Poszerzył nasze możliwości poznawcze o sposób rozciągania czasu – z godziny zrobił trzy. Ale co zrobił Jarosław i czym aż tak bardzo zapisał się w pamięci autora, dowiecie się Państwo na końcu.3)

Kiedy dotarliśmy na miejsce – czyli GOK w Horyńcu Zdroju, okazało się, że nie jesteśmy w Zakopanem ani  w Świnoujściu. To tak po prostu. Dziwili się ludzie niezmiernie.

Nasza aura dała się odczuć w całym GOK i już po chwili wyruszyliśmy w noc (żeby nie użyć cięższych słów), przez most, las i pagórki do legowisk. Czyli dwa domy mieszkalne Bogu ducha winnych tubylców. Jak zwykle w takich sytuacjach podział przebiegł niesprawiedliwie. Mithrandir, Zuń Stary, Zuń Młody, Wajszyk, Marcel, Osiek, Pusiek zalęgli się razem w domostwie Pana z Wąsem  - pseudonim ‚prewencja’. No a Pani Kasia, Marlena, Kiciński, Aneta, Dorota, Młody Pusiek i Krzysiu w drugim lokum. Z autobusami. Dom biały. Bo autor w Żółtym spał. Kraina piękna, tylko sklepów mało, jak to któryś z podróżników wyraził się był. Strona organizacyjna – przygotowana absolutnie fenomenalnie.

   Już drugiego dnia wystąpiliśmy -przedostatni. Co działało na naszą korzyść, to to , że przed nami wszyscy serwowali umieralnię. „Zajeżdżą nam widownię“ rzucił cichcem Mithrandir w trakcie umierania w jedym ze spektakli polegającym na głośnym szukaniu kolegów. Było ostro, nasze percepcje zaczęły zdychać, Morfeusz wściekle ogarniał publiczność płaszczem olewczego snu, a my czekaliśmy w napięciu na występ. „Czy oni jeszcze żyją?“ pytał raz po raz Mithrandir nazywając „oni“ publiczność. Doczekaliśmy się. Był Stres. Było ostro. Ale daliśmy przysłowiowego czadu. Jakoś tak się złożyło, że nik nic nie zapomniał, nikomu nie urwało nogi ani nikt nie popuścił z wrażenia. Weszliśmy na scenę i daliśmy wszystkim zastrzyk mocy. To co się działo na widowni i na scenie prawdopodobnie możecie gdzieś tu obejrzeć, a jak nie to wkrótce będziecie mogli. Niestety nie działam jako autor w ścisłej koordynacji  z „adminem“ vel „moderatorem“ no i jeszcze mózgiem operacji „Mithrandirem“, dlatego nie wiem kiedy co i jak – tak strzelam na oślep.

   Po występie byliśmy już powszechnie rozpoznawani i wszyscy zaczęli tolerować nasze miejscami dziwne zachowania. Zaczepiano nas, pytano, gratulowano. Czyli jednym słowem blask, blask! Przez takie sytuacje poznaliśymy najmilej wspominanych ludzi z całego wyjazdu. Bartek i Karina, para z Nowego Sącza (choć pochodzenie Bartka wiąże się z Lublinem). Niesmowici ludzie. Bartek Moi Dordzy, wie co to jest „Kunst der Fuge“ Johanna Sebastiana Bacha! I przyznał się do tego publicznie na ognisku, które Biesiada zorganizowała wszystkim uczestnikom.4)  Mówiąc oględnie – człowiek renesansu w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Teatr MAMRO – i tu konieczne ukłony w stronę IWONKI!!5)i   Teatr UHURU6)(Ziemniak, Małpa, Dominik - uczestnicy walki Drużyny z Mithrandirem na śniegowe pociski, co widać na przysłowiowym filmie tutaj gdzieś o tu, Ewa i Natalia). Na pewno nie wymieniłem wszystkich. Było mnóstwo super zakręconych ludzi, pozytywnie otwartych i ciekawych, ale tych wspominam najmilej.7)

Tego samego dnia, wieczorem wystąpiliśmy dla horynieckiej publicznośći.  Następnego dnia wkrótce po świtaniu, Mrówa na swoich 14 odnóżach ruszyła na omówienia spektakli. Ledwo, bo dwa występy jednego dnia jest jak przebiegnięcie 100 km. Albo i więcej. Wszystkie teatry stawiły się na ustaloną godzinę. Brakiem szacunku obdarzył nas jedynie przewodniczący komisji Piotr Machalica, który w ogóle nie przyszedł. Za co zresztą(i nie tylko za to) został głośno nagrodzony przez publiczność na gali(na której go nie było)uszczypliwościami i naganą słowną. Ogromne wrażenie na wszystkich zrobił Pan Łukasz Drewniak i Pan Tomasz Rodowicz. Były to wg mnie jedyne kompetentne osoby w składzie jury. Przede wszszytkim wiedziały co chcą powiedzieć i miały ogromną wiedzę teoretyczną. Osobą kompetentną był również Pan Ryszard z Warszawy, który gwarantował na każdym z omówień silne emocje i głośne dyskusje ( opiekun i szef  Teatru Parabuch) z tego miejsca ukłony:)

  Kolejne dni to ciągłe poszerzanie znajomości, budowania i rujnowanie prestiżu, oglądanie i komentowanie kolejnych spektakli i cały czas świetna zabawa. Nie da się opisać tej atmosfery, zapachu rywalizacji ale na stopie koleżeńskiej, emocji i zabawy na deskach teatru. Przywieźliśmy wyróżnienie. To dla nas wielki sukces! Teatr który istnieje rok, jest totalnie amatorski i zdobywa wyróżnienie na takiej imprezie jak Biesiada Teatralna, jest chyba godnym zauważenia tworem. Oczywiście z wyróżnieniem wiązał się kolejny występ – na koncercie laureatów. Istnieją domysły, że przez intrygi i kombinacje machinantów... pierdu pierdu, ale bardzo się cieszyliśmy z możliwośći tego popisu. Nawet gdybyśmy wrócili bez żadnej nagrody – i tak warto było wziąć udział w tak wspaniałym fesiwalu. Będziemy długo pamiętać XXXI Biesiadę Teatralną w Horyńcu Zdroju!

Na gali rozdania nagród, mieliśmy przyjemność wysłuchania autoreklam wszystkich sponsorów. Agitacja polityczna sięgnęła zenitu. Najbardziej pokochaliśmy Karpacką Spółkę Gazownictwa. Jest to spółka która dodała uroku całym obchodom. Gaz podkarpacki dał temu festiwalowi duszę!

Film który prawodpodobnie gdzieś tu świruje wokół mojego tekstu jest krótkim medialnym sprawozdaniem z całego wyjazdu. Nie ma co go opisywać. Trzeba wyłączyć myślenie i imaginować. Przyjąć wszystko takim jakim jest. Po pierwszym występie Mithrandir, Marlena i Autor zostali poproszeni o rozmowę z dziennikarzem Radio Rzeszów. Niestety Pan Dziennikarz mówiąc lapidarnie – wypiął się na nas i nie dostaliśmy materiału z nagrania. Jeśli by się miało pokazać – zamieścimy na stronie.8)

 

 



 

Gandalf Brunatny - Mithrandir poprowadził nas godnie przez całą wyprawę. Jedynym kłopotem podczas całej wycieczki była niestrawność po kunsumpcji zapiekanek na dworcu Jarosława9) Zapiekanka składała się z samej kukurydzy i kawałka bułki. Ktoś wymyślił, żeby oblać ją doszczętnie tłustym sosem bez opamiętania. Właściwie, mówiąc „zapiekanka“ mam na myśli do dziś sos i kukurydzę. Bez innych dodatków. Następny dzień był przez to bardzo ciężki. Nie będę mówił więcej, bo kto by chciał słuchać o problemach i konsekwencjach chorego układu pokarmowego. Zresztą kto by chciał opowiadać tak intymne rzeczy? Aczkolwiek była to trauma! Wracając do niestrawności była to co prawda potężna niestrawność, ale przecież nie poświęcę niestrawności aż tyle miejsca, o niestrawności koniec.

Jako chwilowy reprezentant ZM, chciałbym podziękować serdecznie Panu Dyrektoru i Pani Kasi, za poświęcenie dla dobra ogółu, za cieprliwość i ascetyczne znoszenie niedogodności związanych z wyjazdem. Bez Was, nie byłoby tak wspaniale! Panu Dyrektoru dziękujemy, za chęć pracy z nami – dziwakami. Dzięki Panu bawimy się i rozwijamy. To wspaniała odskocznia. Dziękujemy!!

HO – RY – NIEC! HO – RY – NIEC! HO – RY – NIEC!

Autor.

 

 

Pozdrawiam serdecznie!

 

PS. W razie obiekcji proszę pisać na (tym razem realny i zdradzający personalia) adres mailowy: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.


 

1.) Autor  zdaje się, gdzieś tam gdzieś wyżej opisał występ w Lubartowie, także proszę imaginować.

2.) Mam nadzieję, że nie braliście tego na serio. Żartowałem.

3.) Sugeruję teraz nie zaglądać, bo i tak nic nie znajdziecie.

4.) Ognisko było cudne. Aura zamieci śnieżnej nie przeszkadzała w dobrej zabawie. Mrówa przyszła jako pierwsza na zacne ognisko i posterunek opuściła jako ostatnia, wczuwając się w rolę Patriarchy czuwającego nad przebiegiem i dynamiką uroczystośći. Ile znajomości, ile rozmów ile przygód!!

5.) Autor bardzo ciepło wspomina Iwonkę. Dziewczyna przecudnej urody i charakteru. Jest bardzo pozytywnym w odbiorze człowiekiem. Ma śliczne gumowce. No bo zobaczcie ludzie: http://www.youtube.com/watch?v=hPIhoL65mV4  Właśnie tak zakręconych ludzi można było tam spotkać! To Kompania Teatralna Mamro. Fenomenalnie!

6.) Zachęcam do obejrzenia chociaż skrótu ze spektaklu „Pierogi“ teatru UHURU – wygrali Złoty Róg(pierwsze miejsce) załączam link: http://www.youtube.com/watch?v=T1Wd5l52xr0

7.) Jak ktoś ma problem, pisać podania.

8.) Autor zaznacza, że fragment zatutułowany „Quake“ w owym filmie jest pomysłem i realizacją autora. To nie pierwsza produkcja z cyklu „Prostota formą komunikacji“ autora. Statyw i kamera pojawia się w dorobku autora kilkakrotnie. W razie aprobaty i owacji w formie reakcji na pomysł autora, proszę się zgłaszać – mam więcej. Podzielę się, jednak zastrzegając sobie prawo do dzierżenia własności pomysłu. Autor pragnie opatentować tę formę krótkometrażową.

9.) Powinienem napisać Jarosławia, ale w formie którą zastosowałem, całość brzmi lepiej ze względu na potężną dawkę personifikacji. No bo wyobraźmy sobie Jarosława – już mniejsza jakiego i jego dworzec. Hehe. Mam nadzieję, że nie tylko mnie pociągają takie odjazdy na wyobraźni.

 


Get Adobe Flash player

Materiał został wyemitowany w audycji Studnia Akademicka (Radio Lublin)

25.02.2010. Autor - Paweł Zuń


 

 
Nowy spektakl

 

Trwają próby do nowego spektaklu. Póki co nic nie wiadomo, jeno tylko to ,że teatr pozostaje wierny K.I.Gałczyńskiemu i Zielonej Gęsi. Mamy mało czasu a pracy, że łooooo. Na próbach normalka, jak w mrowisku, ciągły ruch i stękania i narzekania i … albo nie lepiej zabrzmi salwy śmiechu, wygłupy itp. itd generalnie O! A tak naprawdę mamy dużo dobrej zabawy, próby dosłownie zamieniły się w plac zabaw i już nie wiemy , gdzie piaskownica, gdzie wiaderka a gdzie drabinki tzn. kiedy robimy warsztat, kiedy próbujemy scenariusz, a kiedy dajemy upust własnej pozytywnej energii. A potem lulu spać. Aaaaa jeszcze prysznic … zimny od człowieka zwanego w pewnych kręgach jako Zielona Kaczka na koniec próby.

 

 

 

 

 
<< Początek < Poprzednia 1 2 Następna > Ostatnie >>

Strona 1 z 2
Home Zielona Mrówa
template:joohopia.com